Środkowy Zachód jak Dziki Zachód

Mamy XXI wiek i odnotowujemy w Chicagolandzie zaskakujący powrót do korzeni. Czyli tych najgorszych patologicznych zjawisk z czasów tworzenia się państwowości na północnoamerykańskim kontynencie.

Sceny znane nam raczej tylko z westernów, takie jak napady na dyliżansy i banki (wtedy jeszcze raczej jako parabanki, coś na zasadzie prabanków) to już niemal codzienność Chicago Anno Domini 2014. Wczoraj – w poniedziałek, 11 sierpnia – miał miejsce napad na Oddział First Midwest Bank w Bolingbrook. Był to już dokładnie 101. brawurowy rabunek dokonany w placówce bankowej w aglomeracji chicagowskiej w tym roku. To już prawdziwa plaga, patologia, z którą coś trzeba zrobić. Władze (miejskie, stanowe, bankowe?) muszą szybko przeciwdziałać w celu ukrócenia zjawiska znanego powszechnie do tej pory z przekazów sprzed ponad 200 lat. Nie może być wszak tak, żeby samoistnie historia zataczała w tak nieciekawy sposób koło.

Policja i FBI intensywnie szukają rabusia, który nie dość, że w banku w Bolingbrook zagrabił nieznaną do tej pory ilość gotówki to jeszcze postrzelił kasjera.

W tym samym dniu dokonano kradzieży w dwóch innych bankach na terenie “Wietrznego Miasta” (Belmont Bank and Trust przy 121 W. Wacker Drive i Park Federal Savings Bank przy 5400 South Pulaski Road).

Temat napadów na banki zdaje się być jednym z głównych problemów nękających Chicagoland, jako że w ciągu roku zanotowano aż 35-procentowy wzrost tego rodzaju niecnych czynów.

Oddać kurę znoszącą złote jaja

Innym gorącym, jakkolwiek też związanym ściśle z pieniędzmi, tematem są finanse stanowej loterii.

Z inspiracji lokalnych mediów odpowiednie instytucje zaczynają brać dokładnie pod lupę dochody Illinois Lottery. Ściśle: znacznie mniejsze od zakładanych przychody do kasy stanowej. Przeciętni gracze nie mają bowiem najmniejszego pojęcia – bo to ich zwykle mało interesuje – że zarządza w naszym stanie lotto prywatna firma o nazwie Northstar Lottery Group. I to już od 2010 roku, kiedy wygrała przetarg na tę działalność. Smaczku (chyba nawet połączonego ze smrodem) sprawie dodaje fakt, iż 80-procentowym udziałowcem Northstar jest kompania GTECH. Która akurat wtedy, czyli 4 lata temu, setkami tysięcy dolarów zasiliła fundusz kampanii obecnego demokratycznego gubernatora Pata Quinna.

No i jak to u nas zwykle bywa, wszyscy wkoło będą zaprzeczać, iż istnieją jakiekolwiek korelacje między powyższym faktem a obecnymi fatalnymi wynikami finansowymi prywatnie zarządzaną stanową loterią. Mianowicie  trzeci rok z rzędu dochód z tejże działalności jest znacznie mniejszy od przewidywanego. W ostatnim roku fiskalnym (zakończonym 30 czerwca br.) zarządzana przez Northstar Illinois Lottery zarobiła netto $738 milionów i było to o niemal 250 milionów dolarów mniej niż zakładano. Jako że podobnie sytuacja wyglądała w latach 2012 i 2013 straty – czyli brak planowanego dochodu – Ziemi Lincolna szacowane są generalnie na około pół miliarda zielonych banknotów.

Wyraźnie widać, iż eksperyment na skalę całych Stanów Zjednoczonych, aby stanową loterię przekazać w prywatne ręce nie wypalił. Zagadka, czy zabieg mógł w ogóle przynieść wymierne korzyści skoro transakcja przekazywania “kury znoszącej złote jaja” odbywała się w takich a nie innych okolicznościach?

Zdaje się, że nawet dla średnio inteligentnego konia jest to pytanie czysto retoryczne.

Mandatowej wojny c.d.

Spektakl z opróżnianiem na siłę portfeli kierowców przez potrzebujące dodatkowych środków miasto przeniósł się przed oblicze sprawiedliwości.

Według najnowszych statystyk, aż 70 procent osób odwołujących się do sądów po otrzymaniu mandatu za wjazd na skrzyżowania przy czerwonym świetle wygrywa apelacje. Wcześniej głośno było o źle (świadomie lub niby przez przypadek) zaprogramowanych kamerach – teraz mamy wypadkową odkrytej nieprawidłowości. Sędziowie w zdecydowanej większości przypadków anulują mandaty ze względu na “zbyt krótki czas żółtego światła”.

No i mamy niespodziewany dla magistratu efekt. Chicago chciało zarobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie, teraz będzie zmuszone liczyć straty, czyli uszczerbki w zaplanowanym budżecie.

Tekst i zdjęcie

Leszek Pieśniakiewicz

meritum.us