Prawo do popełniania błędów ma każdy. Zwykły osobnik, naród czy nawet całe kraje. Jednak nie uczenie się na błędach, ustawiczne ich powielanie to już niewybaczalny, wręcz śmiertelny grzech, jako że w prostej linii prowadzący do unicestwienia. Jednostki, narodu, całego konkretnego kraju.

My, Polacy, przez pokolenia całe wychowywani w oparach patriotyzmu romantycznego, podług którego każdy obywatel Rzeczpospolitej – płci męskiej przynajmniej – żyje li tylko po to, by pięknie zginąć za ojczyznę powinniśmy sobie szczególnie wziąć do serca (albo bardziej: do rozumu) przykre dla nas lekcje z historii. Teraz, kiedy na dawnych wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej, a obecnie niepodległej Ukrainy car i równocześnie generalissimus Rosji, Władimir Władimirowicz Putin w coraz większym stopniu prowokuje całą Europę eskalacją lokalnego konfliktu w kraju nad Wisłą już co poniektórzy politykierzy, sami nazywający siebie politykami, ostrzą szabelki szykując się do wymachiwania nimi przez obliczem odwiecznego wroga Polski. Jako że spojrzenie z dystansu bywa zazwyczaj najbardziej obiektywne warto przypomnieć opinie o naszym narodzie Winstona Churchilla, dla którego Polacy mają bardzo wiele zalet, ale kompletnie brak im zmysłu politycznego. Wynika z tego w prostej linii konstatacja, iż w przeszłości nasi przywódcy nie mieli absolutnie zdolności do prowadzenia tzw. realpolitik. I jeszcze jeden dosłowny cytat byłego wielkiego premiera Wielkiej Brytanii. Mający mocno gorzki wydźwięk, jakkolwiek czyż tak do końca nie jest to prawdziwa ocena? – Pozostaje to tajemnicą i tragedią historii, że naród gotów do wielkiego heroicznego wysiłku, uzdolniony, waleczny, ujmujący powtarza zastarzałe błędy w każdym prawie przejawie swoich rządów. Wspaniały w buncie i nieszczęściu, haniebny i bezwstydny w triumfie. Najdzielniejszy pośród dzielnych, prowadzony przez najpodlejszych wśród podłych – miał powiedzieć o Polakach Churchill.

Ciekawe, ale my sami mieliśmy wybitne postaci – m.in. pisarzy i poetów – stroniące od chorej patetyczności, walczące z paranoicznie wręcz wpajanym nam sloganem “Za wolność Naszą i Waszą”. Bo i nie raz, i nie dwa walczył nasz dzielny naród za wolność “Ich”, kiedy ta walka nie miała najmniejszych korelacji w losem Polski. A jeśli już to na tyle minimalne, iż nie warte jej były olbrzymie ofiary ludzkie. Jednakowoż owych przestróg naszych herosów literatury jakoś w podręcznikach szkolnych doszukać się było nie sposób. Dlaczego? Chłodne, realne podejście do narodowych dziejów i samej rodzimej polityki międzynarodowej kłóciło się radykalnie z mitologizowaniem dziejów Rzeczpospolitej, pomnikomanii i gumkowaniem życiorysów nawet największych złoczyńców czy rządzących nieudaczników. Hipokryzja miała i wciąż ma się dobrze, stanowiąc wręcz kanon myślenia historycznego. Iście masochistyczne psychiczne samobiczowanie narodową martyrologią wespół z romantycznym postrzeganiem patriotyzmu spowodowały, że o naszej dalszej i bliższej przeszłości oraz państwowych decydentach (królach, prezydentach, premierach, ministrach etc.) wolno nam było mówić tylko w pozycji stojącej, w zastygłej z powagi twarzą i najlepiej ze łzami w oczach. Po dziś dzień wszystkich próbujących w najmniejszy nawet sposób podważać samą wielkość i słuszność decyzji pomnikowych bohaterów wyzywa się od bluźnierców, narodowych zdrajców, zaprzańców szargających świętości. O tym, że zawsze w naszym narodzie nie brakowało jednostek podchodzących do mentalnych uzależnień Polaków inaczej, wręcz krytycznie – może świadczyć choćby poniższy wiersz autorstwa Juliana Tuwima. Stary, raczej na pewno świadomie zapomniany, tylko czyż wciąż nie jest aktualny? Odpowiedzcie sobie Państwo sami na to pytanie…

Leszek Pieśniakiewicz

meritum.us

Do prostego człowieka

Gdy znów do murów klajstrem świeżym

Przylepiać zaczną obwieszczenia,

Gdy “do ludności”, “do żołnierzy”

Na alarm czarny druk uderzy

I byle drab, i byle szczeniak

W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,

Że trzeba iść i z armat walić,

Mordować, grabić, truć i palić;

Gdy zaczną na tysięczną modłę

Ojczyznę szarpać deklinacją

I łudzić kolorowym godłem,

I judzić “historyczną racją”,

O piędzi, chwale i rubieży,

O ojcach, dziadach i sztandarach,

O bohaterach i ofiarach;

Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin

Pobłogosławić twój karabin,

Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,

Że za ojczyznę – bić się trzeba;

Kiedy rozścierwi się, rozchami

Wrzask liter z pierwszych stron dzienników,

A stado dzikich bab – kwiatami

Obrzucać zacznie “żołnierzyków”.

– O, przyjacielu nieuczony,

Mój bliźni z tej czy innej ziemi!

Wiedz, że na trwogę biją w dzwony

Króle z panami brzuchatemi;

Wiedz, że to bujda, granda zwykła,

Gdy ci wołają: “Broń na ramię!”,

Że im gdzieś nafta z ziemi sikła

I obrodziła dolarami;

Że coś im w bankach nie sztymuje,

Że gdzieś zwęszyli kasy pełne

Lub upatrzyły tłuste szuje

Cło jakieś grubsze na bawełnę.

Rżnij karabinem w bruk ulicy!

Twoja jest krew, a ich jest nafta!

I od stolicy do stolicy

Zawołaj broniąc swej krwawicy:

“Bujać – to my, panowie szlachta!”

Julian Tuwim

foto: culture.pl