Trwa wielka akcja poszukiwawcza 132 osób, które były w samolocie linii Frontier na trasie Cleveland – Dallas lot nr 1143 w poniedziałek wraz z kolejną pielęgniarką, która zachorowała na ebolę.

Objawy gorączki potocznej u 26-letniej Amber Vinson pojawiły się we wtorek, siostrę wpuszczono na pokład gdyż nie osiągnęła temperatury przekraczającej 100,4 stopnia w skali Fahrenheita, co wg U.S. Centers for Disease Control and Prevention jest oznaką choroby. Jak widać 99,5° F u Vinson nie było sygnałem ostrzegawczym – tak sytuację póki co traktują procedury CDC. Młoda kobieta w miniony piątek poleciała do Ohio tymi samymi liniami. Vinson została już  przetransportowana do Szpitala Uniwersyteckiego Emory w Atlancie przez specjalne pogotowie lotnicze i przebywa w specjalnym odizolowanym pomieszczeniu. Trzech pracowników Kent State University, z którymi spotkała się Vinson poproszono o pozostanie poza kampusem przez 21 dni. Podróż Vinson do rodziny w Ohio powoduje, że w USA mamy drugi obszar metropolitalny zagrożony wirusem Ebola.

Kolejny przypadek eboli wzmógł niepokój społeczny związany z ewentualną epidemią śmiercionośnej choroby. Co prawda szanse na zarażenie kogokolwiek w samolocie były minimalne – powiedział telewizji CNN, która pierwsza dotarła do źródeł dyrektor CDC dr Thomas Frieden. Vinson na pokładzie nie wymiotowała, nie krwawiła, ale – jak zaznaczył Frieden – nie powinna się znaleźć w samolocie komercyjnym. Dziś dojdzie w Kongresie do przesłuchań w sprawie powtarzających się przypadków zachorowań spowodowanych wirusem Ebola z udziałem najwyższych władz i szefostwa amerykańskiej służby zdrowia. Barack Obama odwołał wizyty we wschodnich stanach i spotkał się z powołanym specjalnie do zapobieżenia pandemii sztabem fachowców. Zapowiedziano także telekonferencję z przywódcami krajów Europy Zachodniej w celu omówienia sytuacji po obu stronach Atlantyku. John Boehner z Ohio, republikański speaker (marszałek) Izby Reprezentantów stwierdził, iż prezydent Obama powinien rozważyć tymczasowy zakaz podróży do Stanów Zjednoczonych z  i do krajów cierpiących z powodu epidemii Ebola. Tymczasem na zagrożenie śmiertelnym wirusem nerwowo reaguje nowojorska giełda. Spadają akcje amerykańskich linii lotniczych, wczoraj rano indeks Dow Jones poleciał w dół aż o 400 punktów, na szczęście skończyło się na spadku o 173 pkt do poziomu 16,141 pkt., aczkolwiek tu akurat najważniejszym czynnikiem są złe wiadomości dotyczące światowej gospodarki.

Co najmniej 4.493 osoby, głównie w Afryce Zachodniej, zmarło w następstwie epidemii Eboli, najgorszym ataku tej choroby, od kiedy w 1976 roku wirus został zidentyfikowany. Choroba wywołana wirusem Ebola może powodować gorączkę, krwawienie, wymioty i biegunkę, rozprzestrzenia się przez kontakt z płynami ustrojowymi.

Sytuacja w Gwinei, Liberii i Sierra Leone wciąż się  pogarsza, oznajmiła wczoraj Światowa Organizacja Zdrowia. W sumie mamy już 8.997 potwierdzonych, prawdopodobnych i podejrzewanych przypadków wirusa Ebola w siedmiu krajach,  większość z nich w trzech krajach zachodnioafrykańskich. Sytuacja w Senegalu i Nigerii wydaje się być opanowana.

Sławomir Sobczak

meritum.us

foto: cbc.ca