CYCLING-DEATH/Dyrektor zawodowej grupy Topsport Vlaanderen Jean-Pierre Heynderrickx dowiedział się o śmierci niespełna 22-letniego belgijskiego kolarza Frederieka Nolfa jako pierwszy.

Potrząsałem go za nogi. Krzyczałem: Frederiek, obudź się! Ale dotknąłem jego ręki – była zimna. Nie czułem pulsu. Kiedy przyszedł lekarz, stwierdził zgon – opowiadał Heynderrickx.

O 9 rano zawołał go Kristof Goddaert – zaniepokojony kolega z drużyny Nolfa, dzielący z nim pokój w hotelu Ritz-Carlton w Dausze. Po przebudzeniu zauważył, że Belg się nie rusza i nie reaguje na słowa.

Zgon stwierdził lekarz grupy Silence. Pierwsze opinie lekarzy mówią o “śmierci z przyczyn naturalnych”.

To kolejna śmierć kolarza we śnie w zawodowym peletonie w ostatnim czasie. W 2003 roku podczas Deutschland Tour w pokoju hotelowym w Dreźnie w podobnych okolicznościach zmarł francuski kolarz Fabrice Salanson. Wówczas pojawiły się podejrzenia, że zgon nastąpił w wyniku stosowania dopingu. Doniesienie do prokuratury wnieśli rodzice Salansona, ale sekcja zwłok niczego nie wykazała. Sprawę umorzono.

W kolarskim świecie krążą opowieści o tym, jak po stosowaniu najbardziej popularnego środka dopingowego EPO zawodnicy musieli budzić się w nocy i robić pompki czy jeździć na rowerze stacjonarnym, aby rozrzedzić krew i pobudzić pracę serca. Przedawkowanie EPO zagęszcza krew do stanu grożącego zatorem, puls spada wtedy do minimalnych wartości, zwłaszcza w czasie snu.

Policja w Dausze prowadzi dochodzenie, przesłuchuje wszystkich kolarzy grupy. W piątek ciało zostanie przewiezione do Belgii. Tam zostanie poddane sekcji zwłok.

– Jesteśmy wstrząśnięci. Frederiek jadł kolację razem z drużyną. Żartował, był w dobrym nastroju. O 22 poszedł do pokoju. Nic nie zapowiadało dramatu. Musiał umrzeć we śnie – mówił menedżer drużyny Christophe Sercu.

– Frederiek nigdy nie uskarżał się na swój stan zdrowia. Był w dobrej formie. Cztery razy do roku prowadzimy badania na Uniwersytecie w Louvain, wszystkie wyniki jego badań były normalne. To dla nas nieoczekiwana i trudna do wyjaśnienia tragedia – odcina się od wszelkich podejrzeń Jean-Pierre Heynderrickx.

Zmarły Belg zajmował w wyścigu Dookoła Kataru 96. miejsce, miał półgodzinną stratę do prowadzącego rodaka Toma Boonena. W krótko trwającej karierze nie odniósł żadnego sukcesu.

Grupa Topsport wycofała się z wyścigu. Odwołała też udział we francuskim wyścigu Etoile de Besseges. Do piątego etapu kolarze wystartowali z czarnymi wstążkami na ramionach. Na starcie uczcili pamięć Nolfa minutą ciszy i przejechali go w wolnym tempie, “w trudnej do opisania smutnej atmosferze” – relacjonuje agencja AFP. Etap został anulowany, nie zalicza się w klasyfikacji.

Do znacznie większej liczby przypadków zaskakującej śmierci sportowców dochodzi na boisku piłkarskim. Podczas Pucharu Konfederacji w 2003 roku na murawie zmarł Kameruńczyk Marc Vivien Foe. We wrześniu 2007 roku zginął 22-letni piłkarz Sevilli Antonio Puerta.

Lekarz sportowy Robert Śmigelski mówi, że w tym przypadku chodzi o tzw. nagłą śmierć sercową.

– W sporcie tego typu przypadki są spotykane niezwykle często. Zawodnicy zwłaszcza w dyscyplinach wydolnościowych mają duży przyrost mięśnia sercowego, który powoduje zaburzenia jego pracy. Im młodszy człowiek doświadczy efektu “nagłej śmierci”, tym większe jest prawdopodobieństwo, że umrze. Odwołując się do terminologii medycznej, chodzi o to, że nie wykształcił się jeszcze korzeń serca. Nie ma różnicy, czy ktoś umrze we śnie i jest kolarzem, czy na przykład na boisku i jest piłkarzem. Przyczyna jest na ogół ta sama. Sportowca może dotknąć ona we śnie, bo dzień wcześniej był poddany nadzwyczajnemu wysiłkowi i stresowi. Nie kojarzyłbym tego z dopingiem, zresztą aby właściwie ocenić ten przypadek, trzeba poczekać na wyniki autopsji, będą one znane dosyć wcześnie – mówi Robert Śmigielski.

ok

Gazeta.pl – www.gazeta.pl