Wiadomości ze świata 14 czerwca

143
0

W oczekiwaniu na posiedzenie FED

Dzięki ożywieniu popytu w ostatnich minutach piątkowej sesji S&P500 rósł na zamknięciu o 0,2 proc. i o tyle poprawił rekord z czwartku. Wartość średniej Dow Jones wzrosła o mniej niż 0,1 proc. Nasdaq kończył sesję zwyżką o 0,4 proc.
Przez tydzień S&P500 wzrósł o 0,4 proc., Dow Jones spadł o 0,8 proc., a Nasdaq zyskał 1,9 proc. Kulminacja tygodnia na amerykańskich rynkach akcji nastąpiła w czwartek, kiedy S&P500 ustanowił rekord po publikacji wyczekiwanego raportu o inflacji w maju. Optymizm inwestorów miał wynikać z tego, że odpowiedzialne za wyższy niż oczekiwano wzrost cen były otwierające się sektory gospodarki.
To potwierdza stanowisko Fed o przejściowości okresu wyższej inflacji. W piątek sesja charakteryzowała się niewielkimi zmianami kursów i indeksów. Mniej niż w ostatnim czasie zmieniały się także ceny akcji spółek memowych.
Uwaga inwestorów skupiona jest już na posiedzeniu FOMC w przyszłym tygodniu. Rentowności obligacji USA utrzymywały się w piątek w pobliżu marcowych minimów, co pomagało spółkom technologicznym.

Tydzień spotkania rynków akcji z inflacją CPI w USA i decyzjami Europejskiego Banku Centralnego okazał się niewypałem pod względem nowych emocji. EBC nie zaskoczył zmianami w polityce monetarnej, a wyższe od oczekiwań odczyty amerykańskiej inflacji zostały przyjęte w zgodzie z tym, co rynkom podpowiadają bankierzy centralni – wzrost cen jest przejściowy i związany z zapchaniem się łańcuchów dostaw w kontekście skokowego wzrostu popytu po wyjściu gospodarek i konsumentów z reżimów sanitarnych wprowadzonych w związku z pandemią. Klucz do interpretacji amerykańskiej inflacji na poziomie 5 procent podały rynkom akcji rynki długu, które wbrew oczekiwaniom obniżyły rentowność sygnalizując pozycjonowanie się graczy pod scenariusz przejściowego wzrostu cen. Inaczej mówiąc obserwowany już wcześniej na rynkach akcji mechanizm uwzględniania w cenach szczytowej dynamiki wzrostu gospodarczego po otwarciu w USA znalazł potwierdzenie w uwzględnieniu w cenach szczytu inflacji.
Czas pokaże, na ile zakłady są zasadne –pierwszy realny, drugi dyskusyjny – ale właśnie ten układ sił przesądził o reakcjach inwestorów na najważniejsze wydarzenia zakończonego tygodnia.

W poniedziałek dolar próbuje kontynuować widoczne w piątek po południu odbicie, chociaż bilans jest mieszany, a płynność podczas sesji w Azji była mniejsza (święta w Australii i w Chinach). Inwestorzy próbują pozycjonować się pod posiedzenie Fed w środę wieczorem, nie będąc pewnym na ile przekaz pozostanie wyraźnie “gołębi” pomimo wysokiego odczytu inflacji CPI w zeszłym tygodniu. W depeszach agencyjnych dominuje jednak tematyka szczytu G-7, gdzie porozumiano się do wzrostu wydatków na infrastrukturę – program BuildBackBetter World ma być przeciwwagą dla chińskiej inicjatywy Pasa i Szlaku. Rynki bardziej jednak interesuje kwestia sfinansowania tych wydatków, a tu jeżeli chodzi o USA i plan Bidena, to Demokratom może być trudno wypracować konsensus.

Ceny ropy wciąż rosną
Cena ropy naftowej WTI w poniedziałek zwyżkuje o ponad 1proc. niesiona na fali trendu wzrostowego w tym kwartale w związku z pozytywnymi rynkowymi nastrojami.
Te pojawiły się wskutek odbudowy popytu na paliwa wraz z luzowaniem pandemicznych obostrzeń. Ropa naftowa WTI notowana na amerykańskiej giełdzie NYMEX w trakcie poniedziałkowej sesji drożeje o 1,02 proc. do 71,63 dol. za baryłkę. W tym kwartale notowania surowca zyskały już ponad 21 proc. i to zapowiada piąty wzrostowy kwartał z rzędu. Jednocześnie, kurs ropy WTI wyznaczył nowe dwu- i półroczne maksima. Ostatni raz tak drogi surowiec był w październiku 2018 roku, gdy notowany był nawet po 76,90 dol. za baryłkę. Natomiast ropa Brent drożeje do 73,40 dol. za baryłkę. Prognozy Goldman Sachs zakładaj, że jeszcze tego lata możemy zobaczyć europejski surowiec notowany nawet po 80 dol. za baryłkę. Ma stać za tym przede wszystkim zwiększona mobilność ludzi w sezonie letnim na półkuli północnej. Jak podał Reuters, natężenie ruchu samochodowego w wielu miejscach w USA i Europie wróciło do poziomów sprzed pandemii. Odbudowuje się także ruch lotniczy.
Jednak mimo tego, pandemia daje się we znaki w Azji. Szczególnie istotna będzie kwestia popytu na paliwa w Indiach, które w ostatnich tygodniach starały się zbić dzienną liczbę zachorowań na COVID z 400 tys. do obecnie rejestrowanych około 60-70 tys. przypadków. International Energy Agency w miesięcznym raporcie opublikowanym w piątek podkreśliła, że kluczową kwestią będzie poziom produkcji krajów OPEC+. Byczym sygnałem może być choćby stwierdzenie, że aby utrzymać obecny poziom cen na rynku OPEC+ musi zwiększyć podaż by zaspokoić dodatkowy popyt. – OPEC+ musi otworzyć zawory, aby zapewnić odpowiednią podaż ropy naftowej na globalne rynki. – przeczytać można w raporcie International Energy Agency. Liczba działających w USA platform wiertniczych wzrosła do 365 według statystyk prowadzonych przez Baker Hughes. To najwyższy poziom od kwietnia 2020 roku.

Złoto tanieje
Cena złota spot spada w poniedziałek rano poniżej 1860 dol. za uncję w oczekiwaniu na spotkanie Rezerwy Federalnej i częściowo wskutek wzrostu rentowności amerykańskich obligacji. Cena złota spot w porannej części poniedziałkowej sesji zmalała o ponad 1 proc. do 1858 dol. za uncję kontynuując przecenę z piątku również o ponad 1 proc. To sprawiło, że obecnie notowania metalu szlachetnego są o 2,1 proc. niżej niż poziomy z początku tego roku. To ponad 10 proc. mniej względem szczytów z sierpnia 2020 roku, gdy złoto notowane było nawet po 2075 dol. za uncję.
Przyczyn przeceny na złocie należy doszukiwać się między innymi w danych dotyczących inflacji w USA z zeszłego tygodnia. Okazała się ona wyższa od przeciętnej prognozy analityków i wyniosła w maju 5 proc. (dane zannualizowane). To drugi z rzędu wysoki odczyt, bowiem w kwietniu inflacja CPI w USA wyniosła 4,2 proc.
Przeważnie, gdy pojawia się widmo wzrostu poziomu cen, notowania złota zyskują – w końcu jest to instrument finansowy powszechnie uważany za doskonałe zabezpieczenie przed inflacją. Jednak w tym przypadku sprawy mają się nieco inaczej. Nieco makroekonomicznej teorii: gdy inflacja jest wysoka, a stopy procentowe są niskie, bank centralny może postanowić, że chce zredukować inflację przez podniesienie stóp procentowych. Wtedy, spadnie aktywność ekonomiczna w gospodarce przez wzrost kosztu kredytu i zmaleje presja popytowa powodująca wzrost cen.
Przekładając teorię na obecną sytuację, spodziewanie się wysokiej inflacji rodzi oczekiwania podniesienia stóp procentowych przez Rezerwę Federalną wcześniej niż zapowiadano. Wyższe stopy procentowe to wyższa rentowność obligacji skarbowych, które są alternatywnym wobec złota aktywem zabezpieczającym przed inflacją. Zatem, atrakcyjność inwestycyjna złota spada.

Spotkanie Rezerwy Federalnej zacznie się już niebawem: potrwa od 15 do 16 czerwca. Jakiekolwiek sugestie ze strony Fed co do zmniejszenia zakresu skupu aktywów z rynku w ramach luzowania ilościowego czy zredukowanie długości okresu przed podniesieniem stóp, jest w napięciu wyczekiwane przez rynek. Morgan Stanley jest ostrożny w swoich przewidywaniach dość enigmatycznie sugerując, że “Fed przedstawi wytyczne zwiększonej elastyczności co do programu skupu aktywów”. Z technicznego punktu widzenia, złoto jest obecnie notowane blisko wsparcia w okolicach 1860 dol. za uncję. W przypadku jego przełamania, spodziewane być może zejście do poziomu 1843 dol. za uncję.

Pandemia a zatrudnienie nastolatków
Pracodawcy obsadzają więcej wakatów niż kiedykolwiek wcześniej nastolatkami, co sugeruje, że starsi Amerykanie będą następni, gdy ograniczenia pandemiczne zostaną złagodzone – donosi Bloomberg. Perspektywy dla ożywienia na rynku pracy w latach 2023 i 2024 są coraz lepsze, pomimo tego, że tegoroczne prognozy trzeba nieco zredukować. Najlepszy dowód na potwierdzenie optymistycznych scenariuszy dotyczy zaskakującego społecznego obszaru: nastolatków.
Ostatnie dwa raporty o zatrudnieniu wylały kubeł zimnej wody na osoby oczekujące, że liczba nowych miejsc pracy będzie rosła przez kilka miesięcy z rzędu o milion lub więcej, co oznacza, że przywrócenie zatrudnienia do poziomu sprzed pandemii potrwa dłużej niż myśleliśmy. Dynamicznie rozwijające się trendy w zatrudnieniu wśród nastolatków sugerują jednak, że w ciągu najbliższych kilku lat silny popyt na pracowników powinien przełożyć się na wyższy poziom aktywności zawodowej, niż obserwowaliśmy pod koniec 2010 roku.
To, co sprawia, że zatrudnienie nastolatków jest tak użytecznym narzędziem prognostycznym, to fakt, że nastolatki są mniej podatne na czynniki hamujące podaż pracy niż jakakolwiek inna grupa demograficzna. Jeśli mieszkali w domu z rodzicami, to nie kwalifikowali się do otrzymywania finansowego wsparcia dla osób dotkniętych pandemią. Jeśli byli pełnoetatowymi studentami, to nie mogli ubiegać się o ubezpieczenie od utraty pracy, co oznacza, że podniesienie zasiłków ich nie dotyczy. Raczej nie są rodzicami wypychanymi z rynku pracy z powodu zamknięcia szkół lub konieczności opieki nad dziećmi. Oczywiście nie są to starsi pracownicy, którzy mogli podczas pandemii przejść na wcześniejszą emeryturę.
Nastolatki rzadziej poważnie chorowały z powodu Covid-19, być może też więc rzadziej unikają pracy z powodu problemów zdrowotnych.
Jest wysoce prawdopodobne, że obsadzą wakaty, które pracodawcy desperacko chcą teraz wypełnić. Nastolatkom brakuje wyższego poziomu wykształcenia i doświadczenia, które pozwalają starszym pracownikom pełnić różnorodne role, od dyrektorów korporacji, aż po świadczenie domowej zdrowotnej opieki. Nastolatki częściej niż jakakolwiek inna grupa wiekowa poszukują nisko płatnej pracy, być może w niepełnym wymiarze godzin. W maju po raz pierwszy w historii stopa bezrobocia wśród nastolatków była niższa niż stopa dla pracowników w wieku od 20 do 24 lat.
Na pewnym poziomie jest to sprzeczne z prawami ekonomii: w przypadku osób o podobnych kwalifikacjach, pracodawcy zwykle wolą zatrudniać nieco starszych pracowników, którzy mają więcej umiejętności i doświadczenia. Zazwyczaj stopa bezrobocia wśród nastolatków jest o co najmniej 5 proc. wyższa, niż stopa dla osób w wieku 20-24 lat, co wskazuje, że obecnie nawet nieco starsi pracownicy wciąż powstrzymują się od podjęcia prac, które chcą wykonywać nastolatki.
Gwałtowny wzrost zatrudnienia wśród nastolatków nie jest statystycznym zakłamaniem rzeczywistości ˗ trend widać również w innych miarach obecności na rynku zatrudnienia. Podczas gdy poziomy zatrudnienia dla pracowników w wieku produkcyjnym i starszych pozostają znacznie poniżej poziomu sprzed pandemii, wzrosły one w przypadku nastolatków.

ChRL się zbroi, ale wciąż jest daleko do USA
Chiny zwiększyły wydatki na wojsko o niemal 800 proc., jednak daleko im do Stanów Zjednoczonych. To właśnie USA wydają najwięcej na zbrojenie. Od 1992 r. Chiny zwiększyły swoje wydatki wojskowe o prawie 800 proc. – podaje redakcja Statista za SIPRI. W 2020 r. Chińczycy wydali około 245 mld dolarów, czyli znacznie więcej niż Rosjanie (około 67 mld dolarów), ale i tak było to znacznie mniej niż wydatki USA (około 767 mld dolarów).
Chińskie zbrojenie ma swoje konsekwencje. Rosnąca potęga militarna Państwa Środka była powodem, dla którego prezydent Donald Trump wypowiedział w 2019 r. układ INF z Rosją. Choć Chiny nie były stroną w układzie INF, to biorąc pod uwagę bliskość Rosji do Chin, chińskie pociski nuklearne średniego zasięgu przyczyniły się do strategicznej niekorzyści na rzecz USA. Trump dążył więc do zawarcia trójstronnego porozumienia zarówno z Chinami, jak i z Rosją, ale Chiny stwierdziły, że nie chcą przystąpić do takiej inicjatywy.
INF (Treaty on Intermediate-range Nuclear Forces), czyli „Układ o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu” został podpisany w latach 80. między USA a ZSRR w celach rozbrojeniowych. Określono w nim, że obie strony muszą zlikwidować lądowe rakiety balistyczne oraz pociski średniego i pośredniego zasięgu. USA i Rosja odnowiły na początku 2021 r. układ START dotyczący rozbrojenia jądrowego na kolejne pięć lat.

 

Zostaw komentarz

Please enter your comment!
Please enter your name here