Ekonomia i Biznes 9 czerwca 2020

117
0

Nastroje na nowojorskich parkietach wciąż dopisują, ale…

USA są od wczoraj oficjalnie w recesji.  Krajowe Biuro Badań Ekonomicznych (NBER), arbiter w określaniu cyklów ekonomicznych, ogłosiło zakończenie najdłuższego w historii okresu ekspansji gospodarki USA. Według NBER, w lutym tego roku gospodarka USA osiągnęła szczyt po 128 miesiącach wzrostu i rozpoczął się jej trend spadkowy, pierwszy od 2007 roku.

Tymczasem  Nasdaq ustanowił nowy rekord wszech czasów. S&P500 powrócił do stanu z początku roku. Dow Jonesa napędzały mocno zwyżkujące akcje Boeinga. Początek tygodnia na Wall Street przyniósł wyraźne wzrosty. W mediach głównego nurtu, wśród analityków i inwestorów dominuje pogląd, że koronawirusowa recesja – choć bardzo gwałtowna – będzie jednak krótkotrwała i gospodarka szybko wróci do formy z lat poprzednich. Wiara w ten scenariusz od połowy maja generuje nową falę wzrostu giełdowych indeksów. W poniedziałek Nasdaq Composite poszedł w górę o 1,13 proc., na zamknięciu osiągając nowy historyczny rekord w postaci 9 924,74 punktów. S&P500 po zwyżce o 1,20 proc.  wspiął się na wysokość 3 232,39 pkt. i w ten sposób powrócił do stanu z początku roku. S&P500 od marcowego dołka urósł już o 47,5 proc.  i do lutowego szczytu brakuje mu niespełna 5 proc. Dow Jones zwyżkował o 1,70 proc., osiągając pułap 27 572,44 pkt. Siłę nośną DJIA zapewniały szybujące o 12 proc. w górę akcje Boeinga. Papiery producenta samolotów w ostatnich miesiącach odznaczały się gigantyczną zmiennością. Najpierw ich kurs spadł z 350 do 89 dolarów, by dziś osiągnąć cenę 230 dolarów. – To jest optymizm odzwierciedlający otwieranie globalnej gospodarki i zapewne potwierdzenie, że amerykańska gospodarka doświadczy V-kształtnego ożywienia w drugiej połowie roku – powiedział Sam Stovall, główny strategii inwestycyjny z nowojorskiego CFRA Research cytowany przez Reutersa. Optymizm amerykańskich inwestorów jest tak wielki, że niemal wszystkie spółki z S&P500 notowane były w poniedziałek powyżej 50-dniowej średniej ruchomej. To rekord.

Faktyczne przyczyny ostatniej zwyżki cen akcji mogą być jednak inne i nie mieć większego związku z perspektywami gospodarki. Od marca Rezerwa Federalna wpompowała w rynek blisko trzy biliony dolarów (czyli 3000 mld dolarów), powiększając swój bilans do blisko 7,1 bln dolarów. To samo – choć na mniejszą skalę – zrobiły inne banki centralne. Po rynku krąży więc potężna masa pieniądza, którą można łatwo pożyczyć, ale nie bardzo jest w co nią ulokować. Zarówno wyceny amerykańskich akcji jak i obligacji osiągnęły horrendalnie wysokie poziomy – przynajmniej jeśli bazować na klasycznych wskaźnikach wyceny. A już dziś rozpoczyna się dwudniowe posiedzenie władz Fedu. Część inwestorów może spekulować, że bank centralny USA znów „dosłodzi” posiadaczom akcji jakimś nowym pomysłem zwiększenia podaży pieniądza lub jeszcze głębszego zdołowania stóp procentowych. A to byłby czynnik sprzyjający jeszcze wyższym wycenom aktywów finansowych. Pierwszy krok na tej drodze Rezerwa Federalna ogłosiła już wczoraj, łagodząc wymogi dla nadzwyczajnych pożyczek udzielanych małym i średnim firmom. Obniżono minimalną kwotę pożyczki (z 0,5 do 0,25 mln dolarów), podwyższono jej górny limit (z 200 do 300 mln dolarów), wydłużono okres zapadalności (z 4 do 5 lat) oraz karencji (z roku do dwóch lat), a także zwiększono udział finansowania tych pożyczek przez banki Rezerwy Federalnej do 95 proc.

Intensywność spekulacji na amerykańskim rynku opcji osiągnęła największą skalę od co najmniej 20 lat, co może być negatywne dla rynku akcji w średnim terminie, ostrzega Sundial Capital Research Inc. W ubiegłym tygodniu spekulanci zajęli świeże „bycze” pozycje kupując 35,6 mln nowych opcji kupna akcji, poinformował Jason Goepfert, założyciel Sundial. To więcej niż w szczytowym momencie lutego, kiedy w równie spekulacyjnym ferworze kupili ich 28,7 mln.

Kontynuacja wzrostów na Wall Street jest źródłem optymizmu części inwestorów z azjatyckich rynków akcji. Widać jednak, że niektórzy zaczęli mieć obawy, czy wyceny nie oddaliły się zbytnio od fundamentów. Chińskie giełdy rosną, ale w Tokio i Seulu na rynkach akcji przeważa podaż.  Tymczasem popyt dostał zadyszki po serii wzrostów, dzięki którym S&P500 wyszedł na plus w tym roku. Inwestorzy zaczęli zastanawiać się, czy tempo wzrostu nie jest zbyt szybkie. S&P500 zyskał prawie 45 proc. od dołka z 23 marca. Pojawiły się obawy, czy rynek nie uwzględnia w cenach szybszej niż w rzeczywistości odbudowy gospodarki po załamaniu spowodowanym przez pandemię. Przed wtorkową sesją tanieją drożejące w ostatnim czasie spółki, które najmocniej ucierpiały z jej powodu: linie lotnicze, operatorzy wycieczkowców i detaliści.

 

Zostaw komentarz

Please enter your comment!
Please enter your name here