Wiadomości z USA i ze Świata – 13 Luty 2020

81
0
SHARE

Po nieco nerwowej wtorkowej sesji, w środę na amerykańskich giełdach znów zdecydowana przewaga leżała po stronie obozu byków. W efekcie utrzymujących się dobrych nastrojów indeksy wspięły się na kolejne rekordowe szczyty. Do zakupu akcji zachęcały inwestorów informacje o spadku liczby nowych infekcji koronawirusem w Chinach.  Inwestorzy giełdowi w Nowym Jorku nie mają żadnej litości dla niedźwiedzi i permanentnie pchają do góry główne indeksy – S&P500 w górę o 0,65 proc., a NASDAQ i Dow Jones po 0,9 proc. Zmienność pozostawia wiele do życzenia. Rynkowa euforia po kolejnym dniu rekordów na Wall Street przygasła w Azji, kiedy rynek przerzucił uwagę na niespodziewany skok liczby zakażonych w chińskiej prowincji Hubei Jakkolwiek 15 tys. nowych przypadków jest szokującą liczbą, przyrost bierze się ze zmian w metodologii, ale sytuacja przypomina, że podstawy ostatniej poprawy nastrojów wciąż są kruche.

 

Jednym z negatywnych bohaterów wczorajszych notowań były akcje przewoźnika Lyft (#LYFT) realizującego bliźniacze usługi jak Uber (#UBER), z tą różnicą, że zasięg usług ograniczony jest do terytorium USA i Kanady. Lyft podał we wtorek wieczorem wyniki kwartalne, natomiast wczoraj obserwowaliśmy reakcję na nie. Spółka została ostatecznie przeceniona o 10 proc. Dla inwestorów średnioterminowych korzystających z rachunku od Directa taka przecena to doskonała okazja inwestycyjna dla odważnych nie obawiających się zmienności. Warto korzystać z narzędzi oferowanych przez brokera jak Time and Sale oraz Order Book (książka zleceń).  Lyft jest trudnym stokiem, z uwagi na większą zmienność, sprawdzanie poziomów w krótkim terminie. Rozgrywając akcje amerykańskiego ‚taksówkarza’ warto pozycje otwierać na raty i dokładać jeśli kurs będzie zmierzał w oczekiwanym kierunku (nigdy odwrotnie!). Pierwszy target na krótki termin to okolice 54,50.

 

Szef Rezerwy Federalnej w Minneapolis, Neel Kashkari, nazwał kryptowaluty „gigantycznym śmietnikiem”.  Przemawiając na Montana Eco 2020 w Montanie we wtorek 11 lutego 2020 r., Kashkari powiedział, że kryptowaluty są bezużyteczne. I to nawet jako aktywa inwestycyjne – dodał. Do tego stwierdził, że nie podarowałby bitcoina nawet swojej rocznej córce, zamiast tego wybrałby obligacje skarbowe. Według Kashkari’ego, rynek kryptowalut jest gigantycznym śmietnikiem, a dolar amerykański jest “piękną narzeczoną” dla doświadczonego inwestora. “Powodem, dla którego dolar ma wartość, jest fakt, że rząd USA ma legalny monopol na produkcję dolara. W świecie walut wirtualnych i kryptowalut istnieją tysiące takich śmieci” – dodał. Urzędnik ma prawo do takiej opinii, ale zapomina, że to bitcoin był najlepiej działającym aktywem ostatniej dekady. Zyski, jakie zapewnił inwestorom, były powalające, jeśli zestawi się go z innymi aktywami. Fed nie po raz pierwszy pokazuje swoją niechęć do kryptowalut. Tak samo jak miało to miejsce w przypadku polityków w Kongresie w czasie przesłuchań dot. Libry Facebooka. Wtedy padały nawet pomysły całkowitej delegalizacji cyfrowych walut. Głosił je np. Brad Sherman, jeden z kongresmenów z Partii Demokratycznej. Oczywiście dziś zakazanie bitcoina w USA nam nie grozi. Tyle że niechęć władz USA do kryptowalut może uderzyć po części w dominację tego kraju na globie. Dziś powstaje już zdigitalizowany juan, który ma ujrzeć światło dzienne w tym roku. Ma być odpowiedzią na Librę. Nad swoimi cyfrowymi walutami – na poziomie teorii – pracują już też np. Francja, Japonia czy nawet Unia Europejska. Z kolei elity USA nadal niechętnie podchodzą do tematu. Nie mówimy tu jednak tylko o politykach. Warren Buffett – jeden z najsłynniejszych inwestorów z USA – stwierdził kiedyś, że bitcoin to “trutka na szczury do kwadratu”. Sam Donald Trump w jednym ze swoich tweetów zauważył, że BTC służy tylko przestępcom i terrorystom. Zaś jedyny kandydat na prezydenta w obozie Demokratów, który chciał promował kryptowaluty, Andrew Yang, właśnie wycofał swoją kandydaturę.

 

Dyplom brytyjskiego uniwersytetu bez wyjeżdżania z Polski? Wkrótce będzie to możliwe dzięki filii Uniwersytetu Coventry, która powstanie we Wrocławiu. Pierwsi studenci rozpoczną naukę we wrześniu. Do wyboru, jak na razie, będą trzy kierunki.  Kampus uczelni powstanie w budowanym przez firmę Skanska kompleksie biurowców Centrum Południe, w cieniu najwyższego wrocławskiego wysokościowca – Sky Tower (215 m wysokości, 51 pięter). Na pierwszy semestr filia Uniwersytetu Coventry przyjmie 160 studentów. Będzie można studiować zarówno dziennie, jak i zaocznie. Wykłady i pozostałe zajęcia będą prowadzone po angielsku. Po ukończeniu nauki uzyskają oni stopień naukowy zgodny z systemem brytyjskim i dyplom uczelni matki. Jako że to studia brytyjskie, trzeba będzie za nie zapłacić. We Wrocławiu będzie można studiować technologie cyfrowe, zarządzanie w biznesie i cyberbezpieczeństwo. W przyszłości uczelnia przyjmie studentów również na zarządzanie w lotnictwie.

 

Na dachach w San Francisco roi się od dachówek solarnych produkowanych przez Teslę. Elon Musk twierdzi, że niebawem jego fotowoltaiczne panele Solarglass zyskają popularność również w Europie i Chinach. Dachówki solarne o nazwie Solarglass są produkowane w amerykańskiej fabryce Tesli od października 2019 r. Musk – wykorzystując swoje ulubione medium, czyli Twittera – ogłosił, że szykuje „specjalne firmowe wydarzenie” z udziałem mediów w kwietniu w fabryce w Buffalo związane z tym produktem. Jak pisze portal Tech Crunch, cztery miesiące temu Musk stwierdził, że ma nadzieję na zwiększenie produkcji Solarglass aż do 1000 nowych instalacji na dachach tygodniowo. Dachówki solarne Tesli są zaprojektowane tak, by po zainstalowaniu na dach domu wyglądały jak zwykłe dachówki. Jednocześnie służą jako panele słoneczne. Tesla ma w ofercie na razie tylko dachówki w kolorze czarnym, ale Musk planuje inne warianty kolorystyczne i wykończeniowe jeszcze w tym roku. Dach pokryty dachówką solarną czerpiącą 10 kW energii słonecznej na ok. 185 m2 kosztuje 42 500 dolarów. W USA można liczyć na 8 550 dolarów federalnej zachęty podatkowej na odnawialne źródła energii.

 

NASA zwiększa swoje szeregi i poszukuje kandydatów do stworzenia nowej generacji astronautów. Do obowiązków zawodowych będzie należało m.in. chodzenia po Księżycu czy podróżowanie na Marsa. Zainteresowani?  Warunki, które trzeba spełnić, by w ogóle być wziętym pod uwagę przez agencję kosmiczną, są dość wyśrubowane. Aby dołączyć do korpusu astronautów, należy posiadać stopień magistra w naukach ścisłych, inżynierii lub matematyce, jak podaje strona sciencealert.com. Wymagania spełnią również kandydaci przebywający od dwóch lat na doktoracie STEM lub będący pilotami testowymi. Zadziała także posiadanie stopnia medycznego.  Wybrani kandydaci zostaną poproszeni o wypełnienie dwugodzinnego testu online. Ci, którym się uda, będą szkoleni ze spacerów kosmicznych, robotyki, systemów Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, pilotowania odrzutowca szkoleniowego T-38, a także umiejętności mówienia po rosyjsku. Przygotowania potrwają do 2024 roku, czyli do czasu, gdy NASA planuje odbyć misję na Księżyc. Konkurencja będzie bardzo ostra – poprzednio wyłonieni kandydaci zostali wybrani spośród 18 tys. osób, zaś rekrutację przeszło zaledwie 11 osób. Tradycyjnie około połowy nowych rekrutów pochodzi z wojska. Mamy jednak złą wiadomość dla chętnych na latanie w kosmos z NASA polskich obywateli – wszyscy kandydaci muszą obowiązkowo mieć amerykańskie obywatelstwo.

 

Samsung Galaxy Z Flip dostępny jest już w sprzedaży. Trzy razem firma podeszła inaczej do tematu i stworzyła smartfona, który rozkłada się jak tzw. telefony z klapką. Urządzenie posiada panel na zewnętrznej części obudowy. Na wyświetlaczu użytkownik może zobaczyć godzinę, osobę, która właśnie dzwoni, oraz inne powiadomienia. Po kliknięciu automatycznie przeniesiemy się do kontaktu lub aplikacji, która wyświetliła informację.  Rozkładany Samsung wyposażony został w aparat główny – 12 Mpix i dodatkowy ultraszerokokątny oraz aparat przedni – 10 Mpix. Wyświetlacz ma 6,7 cali po rozłożeniu. Pozostałe podstawowe parametry urządzenia:

8 GB pamięci RAM,

bateria 3300 mAh,

pamięć wewnętrzna 256 GB,
Procesor: Snapdragon 855+.

Rynek składanych smartfonów rozkwita. Pierwszy Samsung Galaxy Fold, który z pewnymi problemami zadebiutował na rynku, zapoczątkował tę falę. Nowoczesne z przyzwoitymi parametrami oraz nieprzeciętnymi wyglądem na rynku zadebiutowały kolejne urządzenia „skrzydło sokoła” od Huawei czy „otulony” ekranem Xiaomi Mi MIX Alpha.

Opracował: Sławek Sobczak

Zostaw komentarz

Please enter your comment!
Please enter your name here