Wiadomości z USA i świata 10 października 2019

55
0
SHARE
Optimism Good Feeling Positive Attitude Stock Market 3d Illustration

Po dwóch spadkowych sesjach środa na nowojorskich parkietach przyniosła wzrostowe odreagowanie. Pretekstem – jak to ostatnio bywa – były spekulacje na temat amerykańsko-chińskiej wojny ekonomicznej. Przez ostatnie dni na Wall Street przeważała czerwień, przerywana trwającymi dzień bądź dwa wzrostowymi zrywami. I jak na razie to się nie zmieniło. Po dwóch dniach „czerwonych” nastał jeden „zielony”, co jednak w żaden sposób nie zmienia krótkoterminowych trendów. Odnotujmy jednak, że w środę Dow Jones zyskał 0,70 proc., broniąc poziomu 26 000 punktów. Nasdaq po zwyżce o 1,02 proc.wciąż pozostał poniżej 8 000 pkt. Podobnie jak S&P500, który mimo wzrostu o 0,91 proc. utrzymał się poniżej 3 000 pkt. Finansowe media tłumaczyły środową zwyżkę optymizmem związanym z negocjacjami handlowymi z Chinami. To już stara i nudna gra. Najpierw na rynek trafiają quasi-dobre plotki, które później zderzają się z rzeczywistością nowych ceł, sankcji, blokad i gróźb z obu stron. Wall Street od blisko roku liczy na rychłe porozumienie handlowe, które dziś wydaje się bardziej odległe niż kiedykolwiek od rozpoczęcia w marcu 2018 roku celnej ofensywy prezydenta Trumpa. W czwartek rozpoczyna się kolejna runda rozmów między amerykańskimi i chińskimi urzędnikami.

Zaogniająca się wojna handlowa z Chinami coraz mocniej uderza w gospodarkę Stanów Zjednoczonych, co było dobrze widoczne w najnowszych danych z przemysłu. Inwestorzy liczą jednak, że taka sytuacja skłoni Rezerwę Federalną do szybszego cięcia stóp procentowych i wznowienia QE. A to byłyby – przynajmniej teoretycznie – czynnikiem podnoszącym i tak już mocno wygórowane wyceny amerykańskich akcji. Na tym froncie niewiele nowego wniosła publikacja protokołu z wrześniowego posiedzenia FOMC, na którym stosunkiem głosów 7 do 3 przeforsowano drugą z rzędu obniżkę stopy funduszy federalnych. Jednakże pomimo zaniepokojenia stanem gospodarki Komitet jest podzielony względem przyszłej ścieżki stóp procentowych. Tylko „kilku” uczestników wrześniowego posiedzenia optowało za kolejnymi cięciami. Także „kilku” sądziło, że prognozy nie uzasadniają kolejnych obniżek. Podzielony Fed, wojna handlowa z Chinami i kolejne recesyjne sygnały napływające z gospodarki to nie jedyne zmartwienia inwestorów. Słabo zapowiada się rozpoczynający się w przyszłym tygodniu sezon wynikowy. Analitycy szacują, że zyski spółek przypadające na indeks S&P500 w trzecim kwartale były nieznacznie niższe niż rok wcześniej. Jeśli to się potwierdzi, to będziemy mieli za sobą trzeci z rzędu kwartał spadku zysków amerykańskich spółek. W takim układzie S&P500 może rosnąć tylko dzięki „ekspansji” mnożnikowej – czyli przy coraz wyższych wskaźnikach c/z.

Atak tureckich wojsk oraz syryjskich rebeliantów na kurdyjską milicję w Syrii rozpoczął się wczoraj od nalotów i artylerii. Następnie na teren północno-wschodniej Syrii wkroczyły wojska naziemne. Kurs liry w relacji do dolara reaguje osłabieniem po tych wydarzeniach. W niedziele miała miejsce rozmowa telefoniczna prezydentów Turcji (Erdogana) i USA (Donalda Trumpa). Po tej rozmowie, Trump ogłosił, iż składa parasol ochronny nad syryjskimi Kurdami i wycofuje kilkuset żołnierzy z kontrolowanej przez Kurdów północnej Syrii. Wycofanie amerykańskich wojsk było zielonym światłem dla tureckiego przywódcy, który teraz przystąpił do ofensywy. Już  wcześniej przy granicy z Syrią lokowały się oddziały tureckich wojsk. Syryjscy Kurdowie byli sojusznikami Waszyngtonu w walce z Państwem Islamskim (ISIS), a w obecnej sytuacji poczuli się zdradzeni przez USA.  Donald Trump nazwał atak turecki „złym pomysłem” i powiedział, że go nie popiera. Powiedział również, iż oczekuje, że Turcja będzie chronić cywilów i mniejszości religijne oraz zapobiegać kryzysowi humanitarnemu. Jednak jeden z najbliższych republikańskich sojuszników Trumpa, senator Lindsey Graham, powiedział, że brak wsparcia dla Kurdów byłby „największym błędem jego prezydentury” i z demokratycznym senatorem Chrisem Van Hollenem zaprezentował perspektywę sankcji wobec Turcji.

Francuski minister finansów Bruno Le Maire ogłosił, że Unia Europejska nałoży sankcje na produkty z USA jeśli nie dojdzie do porozumienia z Waszyngtonem w sprawie sporu handlowego dotyczącego nielegalnych subsydiów dla unijnej branży lotniczej, pisze Reuters. Niedawno Światowa Organizacja Handlu (WTO) zgodziła się, aby USA nałożyły cło na import z Unii Europejskiej wartości $7,5 mld jako zadośćuczynienie za nielegalne subsydiowanie Airbusa. Waszyngton zapowiedział, że wprowadzi cła 18 października. WTO prowadzi podobną sprawę po skardze Unii Europejskiej na nielegalne subsydiowanie Boeinga przez rząd USA. Rozstrzygnięcie ma nastąpić na początku przyszłego roku.

 

Czwartkowy poranek przyniósł osłabienie dolara w relacji do euro. Bez większych zmian cen odbywał się handel polskim złotym. Blisko najniższych poziomów od miesiąca wyceniany był funt brytyjski. Od kilku dni na parze euro-złoty nie dzieje się zbyt wiele. Po zeszłotygodniowych spadkach kurs EUR/PLN ustabilizował się w przedziale 4,3150-4,3350 zł przy dość niskiej zmienności dziennej. W czwartek kurs euro kształtował się na poziomie 4,3257 zł, czyli o niespełna pół grosza wyżej niż w środę wieczorem. Przez poprzednie trzy dni na rynku dało się zauważyć pewną prawidłowość: kurs EUR/PLN rósł do południa, a po południu powracał do porannych poziomów. Tymczasem na światowym rynku walutowym dolar znów słabnie względem euro. W czwartek rano kurs EUR/USD powrócił powyżej 1,10 dolara za euro po tym, jak jeszcze na początku października para euro-dolar wyznaczyła 2,5-letnie minimum na poziomie 1,0878. Deprecjacja dolara ma swoje konsekwencje także w Polsce. W czwartek rano amerykańska waluta taniała o jeden grosz, schodząc poniżej 3,93 zł. Tym razem w ślad za dolarem nie poszedł frank szwajcarski wyceniany na 3,9954 zł – czyli podobnie jak dzień wcześniej. Za to do najniższego poziomu od 5 września obniżyły się notowania funta. Brytyjska waluta była wyceniana na 4,8050 zł, podczas gdy jeszcze dwa tygodnie temu było to nawet 4,98 zł.

 

Londyński Ritz może być sprzedany za miliard dolarów. Jeden z najbardziej prestiżowych hoteli na świecie może być sprzedany po tym jak jego właściciele otrzymali kilka ofert, pisze Reuters. David i Frederick Barclay wyceniają należący do nich hotel Ritz na ponad 800 mln funtów szterlingów, biorąc pod uwagę m.in. jego lokalizację w pobliżu Pałacu Buckingham, a także międzynarodową renomę. Podkreślają, że nie szukali, ani nie szukają nabywców hotelu. Źródła zbliżone do braci twierdzą jednak, że otrzymali oni szereg ofert kupna.

Aerofłot formalnie anulował zamówienie na 22 Boeingi 787 wartości katalogowej ok. 5,5 mld dolarów, informuje Reuters. Agencja podkreśla, że zamówienie stało pod znakiem zapytania już  w 2015 roku, kiedy flagowy rosyjski przewoźnik ogłosił, że nie potrzebuje Dreamlinerów. Formalne odwołanie zamówienia kończy sprawę. Dla Boeinga może oznaczać jednak konieczność zmiany tempa produkcji maszyny, które podniesiono niedawno do 14 samolotów miesięcznie. Anonimowi informatorzy Reutersa twierdzą, że koncern może być zmuszony do jej obniżenia od 2022 roku. Zwiększy to presję na Boeinga, który już boryka się z problemami wynikającymi z uziemienia maszyn 737 MAX.

 

Po tym, jak chińskie media ostro skrytykowały Apple, amerykański gigant wycofał z App Store aplikację HKmap.live, która służyła protestującym w Hongkongu do śledzenia ruchów policji.  “Apple otworzył bramy osobom wywołującym przemoc i chaos w Hongkongu” – napisano w “China Daily”. Użyto również ulubionego zwrotu chińskiej propagandy o “sprzeniewierzeniu uczuć Chińczyków”.  W czwartek nad ranem polskiego czasu Apple wystosował oświadczenie, w którym poinformował, że aplikacja została usunięta z App Store. Amerykański gigant stwierdził, że była ona używana w sposób “zagrażający organom ścigania oraz mieszkańcom Hongkongu”. “Aplikacja była używana do namierzania i zastawiania pułapek na policję, zagrażania bezpieczeństwu publicznemu” – napisano. Ponadto z aplikacji mieli korzystać przestępcy, którzy dzięki niej mogli unikać policji. “Financial Times” rozmawiał z jej twórcą. “Protesty są częścią naszej wolności słowa i nie sądzę, by aplikacja była w Hongkongu nielegalna. Po prostu konsoliduje informacje, które są już dostępne w domenie publicznej” – mówił. Aplikacja pozostaje dostępna na telefonach z systemem operacyjnym Android.

 

Miasto miłości, wieży Eiffla i – jak się okazuje – zuchwałych kradzieży. Po ostatniej, kiedy to japońska turystka za jednym zamachem straciła ponad 800 tys. dolarów, gdyż złodziej zerwał jej z ręki wysadzany diamentami zegarek, francuska policja apeluje o “ukrywanie drogocennych przedmiotów”. Japonka nocowała w pięciogwiazdkowych Hotelu Napoleon, położonym przy Polach Elizejskich tuż przy Łuku Triumfalnym. Jak opisuje “Daily Mail“, tuż przed wejściem do hotelu zapaliła papierosa. Po chwili do pary podszedł mężczyzna ubrany w kurtkę typu parka i poprosił o poczęstowanie. Gdy Japonka wyciągnęła do niego rękę z paczką – na tej samej ręce miała zegarek – przechodzień zerwał go i uciekł.  Co więcej, nie był to amator, gdyż miejski monitoring pokazał, że porzucił swojego smartfona Huawei w śmietniku obok.  Jak informuje policja, w ciągu ostatnich miesięcy w Paryżu doszło do serii podobnych kradzieży. Jak się okazuje, sposoby stosowane przez gangi we Włoszech i Rosji dotarły również do Francji. Co więcej, gazeta znalazła nawet internetowe poradniki opisujące sposoby okradania turystów z drogocennej biżuterii. Wymienia się wśród nich np. wspomnianą wyżej prośbę o papierosa czy pytanie o godzinę. Jedna z technik zakłada, że jadący na skuterze uderza w lusterko od strony kierowcy tak, by ten musiał wyciągnąć rękę, aby je poprawić, a następny członek szajki złodziei, także poruszający się na jednośladzie, zrywa mu z ręki zegarek. Wśród najbardziej popularnych marek zegarków przestępcy upodobali sobie Roleksa i Cartiera, które można łatwo rozpoznać i spieniężyć. Ich koszt waha się średnio od 24 tys. zł do 170 tys. zł. Tym razem jednak łupem złodziei padł Richard Mille Tourbillon Diamond Twister, którego wartość oszacowano na 3 mln 375 tys. zł. Policja ma jedną i najważniejszą radę: nie należy się “chwalić” drogocenną biżuterią.

Opracował: Sławek Sobczak

 

Zostaw komentarz

Please enter your comment!
Please enter your name here