Wiadomości z USA i świata 12 luty 2019

110
0
SHARE

Administracja Donalda Trumpa donosi, że amerykański prezydent jest chętny do spotkania z chińskim przywódcą w celu zakończenia trwającej wojny handlowej. Najnowsza tura rozmów pomiędzy dwoma największymi gospodarkami świata rozpocznie się już w czwartek, do Pekinu od wczoraj powoli zaczęła zjeżdżać amerykańska delegacja. Trump wcześniej chciał spotkać się z Xi pod koniec lutego, ale w zeszłym tygodniu wycofał się z tych słów. Rozejm w wojnie handlowej kończy się pierwszego marca, szanse na osiągnięcie porozumienia do tego czasu są nikłe. Pojawiły się pogłoski o możliwym spotkaniu liderów USA i Chin w połowie marca w resorcie Mar-a-Lago na Florydzie, ale na razie nie są to potwierdzone informacje.

 


– 400 najbogatszych Amerykanów ma większy majątek niż ponad 150 milionów najuboższych obywateli USA – wynika z analizy badań The Nation’s Poorest: Study opublikowanych przez  Washington Post. Nowe badania nad rosnącą koncentracją bogactwa w Stanach Zjednoczonych pokazują, że 400 najbogatszych ludzi w kraju – tylko 0,00025 procent populacji – posiada więcej od ponad 150 milionów dorosłych w najniższych 60 procentach. Informacje na temat najbogatszych Amerykanów, opublikowane w dokumencie roboczym Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley pod kierownictwem  wybitnego  ekonomisty Gabriela Zucmana, pojawiają się pod presją amerykańskich podatników, by podnieść podatki dla najbogatszych. Inne badanie Zucmana “Global Wealth Inequality”, opublikowane w zeszłym miesiącu, również wykazało, że 400 najbogatszych Amerykanów potroiło swoje bogactwo od wczesnych lat 80-tych. Udział majątku narodowego w posiadaniu dorosłych w dolnych 60 procentach, tymczasem spadł z 5,7 procent w 1987 roku do 2,1 procent w 2014 roku, podał Post, powołując się na bazę danych o nierównościach światowych utrzymywaną przez Zucmana i innych ekonomistów.

National Australia Bank opublikował wyniki ankiety przeprowadzonej wśród przedsiębiorców w styczniu. Warunki w biznesie zostały ocenione na 7 pkt (poprzednio 3 pkt, zrewidowane z 2 pkt), a indeks zaufania wyniósł 4 pkt (poprzednio 3 pkt). Bank ocenił, że sytuacja jest nieco lepsza w styczniu po słabych grudniowych wynikach. Ogólnie jednak trend jest spadkowy. Nie poprawiły się warunki wśród sprzedawców detalicznych. NAB anulował również swoją prognozę podwyżki stóp procentowych przez Bank Rezerwy Australii pod koniec 2020 roku. Najnowsze szacunki mówią o „niezmiennej stopie przez cały okres prognoz”. Instytucja dodała jednak, że istnieją szanse na luzowanie polityki monetarnej przez RBA w drugiej połowie tego roku, ale wiele zależy od przyszłych danych makroekonomicznych. W tym samym czasie pojawił się odczyt dla pożyczek mieszkaniowych w Australii. W grudniu w skali miesiąca spadły one o 6,1 proc. (oczekiwano -2,0 proc., poprzednio -0,9 proc.). Choć dane okazały się gorsze od prognoz, to zazwyczaj cechują się wysoką zmiennością, więc nie ma to aż tak dużego znaczenia.

Od kiedy Fed zaskoczył inwestorów gołębim zwrotem w swojej retoryce, dolar umocnił się o 1,5 proc. W poniedziałek obliczany przez agencję Bloomberg indeks dolara rósł ósmy dzień z rzędu, zyskując w tym czasie 1,5 proc. Seria zwyżek, która rozpoczęła się po styczniowym posiedzeniu Rezerwy Federalnej, jest już najdłuższa od stycznia 2016 r. Paradoksalnie, amerykańska waluta zaczęła zyskiwać, kiedy Fed zaskoczył inwestorów zmianą stanowiska na gołębie (szef instytucji Jerome Powell zapowiedział ostrożność, jeśli chodzi o kolejne podwyżki stóp, nie wykluczył też wstrzymania się z dalszą redukcją bilansu). Dziś w Warszawie za dolara płacono 3,83 zł. Analitycy BNP Paribas zakładali, że kurs dolara będzie osłabiał się w kolejnych miesiącach 2019 roku, zmienili jednak swoją prognozę i teraz zakładają wzrost o 5 proc. do połowy roku.

Kartel OPEC, zrzeszający największych eksporterów ropy naftowej obniżył swoją prognozę popytu na surowiec w 2019 r. Organizacja uzasadniła to spowolnieniem globalnej gospodarki i oczekiwaniami na większe dostawy ropy od konkurentów, donosi Reuters. W swoim comiesięcznym raporcie OPEC zredukowała swoje projekcje odnośnie wzrostu gospodarczego w tym roku i stwierdziła, że popyt na ropę spadnie do 30,59 mln baryłek dziennie, co oznacza redukcję prognozy o 240 tys. baryłek. OPEC, Rosja i inni producenci spoza kartelu, w ramach sojuszu zwanego OPEC+, zgodzili się w grudniu 2018 r. na zmniejszenie dostaw o 1,2 mln baryłek dziennie od 1 stycznia 2019 r., aby zapobiec nadmiernemu wzrostowi podaży. Udział OPEC w tej redukcji wynosi 800 tys. baryłek dziennie. Po wprowadzeniu ograniczeń w wydobyciu ropy przez Arabię Saudyjską i wprowadzeniu ograniczeń eksportu surowca z Iranu i Wenezueli cena „czarnego złota” rośnie. Za baryłkę ropy Brent z dostawą w marcu trzeba już zapłacić $62,78.

Okazuje się jednak, że pomimo starań i prób wznowienia negocjacji w sprawie porozumienia dot. Brexitu, Theresa May nie poczyniła wystarczających postępów, aby uspokoić podzieloną Partię Konserwatywną przed ponownym spotkaniem z Parlamentem. Jej głównym zadaniem jest teraz zmiana tak zwanej irlandzkiej części porozumienia, która od samego początku jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych części umowy. Mimo, iż po ostatnim głosowaniu sama przyznała, że jeżeli nie uda jej się niczego osiągnąć, to po dwóch tygodnia znów podda porozumienie pod głosowanie. W praktyce spodziewać możemy się jednak, że Premier Zjednoczonego Królestwa zwróci się dziś do prawodawców w Izbie Gmin z prośbą o więcej czasu na renegocjację swojej umowy Brexit’owej z Unią Europejską. Na nieco ponad sześć tygodni przed planowanym na 29 marca br. ostatecznym dniem rozwodu Wielkiej Brytanii i UE, działania Theresy May mają na celu uspokojenie członków Izby Gmin, którzy obawiają się, że gra ona na czas, przez co zwiększa ryzyko na brak porozumienia i tzw. no deal Brexit. By nie dopuścić do najgorszego z możliwych scenariuszy, brytyjski sekretarz ds. Brexitu, Stephen Barclay udał się wczoraj do Brukseli, gdzie spotkał się z głównym negocjatorem UE, Michelem Barnierem.

Pięć chińskich banków znalazło się w dziesiątce najcenniejszych bankowych marek świata, zestawieniu przygotowanym przez Brand Finance. Instytucje zza Wielkiego Muru okupują pierwsze cztery pozycje i dzieli je wyraźny dystans od piątego w kolejności amerykańskiego Wells Fargo. Chińczycy, a potem długo nic – tak można podsumować ostatnie zestawienie najcenniejszych bankowych marek świata opublikowane właśnie przez firmę Brand Finance. Ranking powstaje corocznie na podstawie szacunku wartości niematerialnego aktywa, jakim jest marka handlowa i powiązana z nią marketingowa własność intelektualna. Wyniki zestawienia publikowane są w magazynie „The Banker” oraz specjalnym raporcie. Pierwsze miejsce w rankingu zajął, trzeci rok z rzędu, Industrial and Commercial Bank of China (ICBC), którego markę wyceniono na 79,8 mld dolarów. Druga pozycja należy do China Construction Bank, a trzecia – do Agricultural Bank of China. Najcenniejsza z amerykańskich bankowych marek, Wells Fargo, znalazła się na piątym miejscu z wyceną o 10 mld dolarów niższą niż okupujący czwartą lokatę Bank of China. Na liście 500 najbardziej wartościowych bankowych marek spośród polskich instytucji najwyżej znalazł się PKO Bank Polski. W rankingu zajął 121. miejsce, o 5 pozycji niższe niż w zeszłym roku. Bank Pekao sklasyfikowano na miejscu 185 (187 w 2018 r.), a Bank Zachodni WBK, obecnie korzystający z szyldu grupy Santander, na pozycji 199 (204 w 2018 r.).

Opracował: Sławek Sobczak

 

 

Zostaw komentarz

Please enter your comment!
Please enter your name here