Wiadomości z USA i świata 10 października 2018

80
0
SHARE

Druga w tym tygodniu sesja na amerykańskich giełdach znów zdominowana została przez nerwowe zachowania inwestorów. Indeksy kolejny raz poddawały się falowaniu. Tym razem cieniem na parkietach położyło się przede wszystkim obniżenie prognoz wzrostu gospodarczego dla światowej i gospodarki i poszczególnych krajów przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Instytucja zrzuciła to na karb wojny handlowej prowadzonej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami, w którą „zaproszona” też została Europa. Po udanym początku, zapowiadającym bardziej zdecydowany ruch na północ, szybko jednak doszło do korekty i główne indeksy zeszły pod kreskę. Dopiero w drugiej połowie sesyjnego dnia strona popytowa znów mocniej zaakcentowała swoją obecność. Jednak potencjału wystarczyło jej tylko na niewielkie zwyżki.

Ceny produkcji sprzedanej wzrosły w USA we wrześniu zgodnie z oczekiwaniami. W sierpniu ceny produkcji spadły po raz pierwszy od 1,5 roku. We wrześniu wzrosły o 0,2 proc. W ujęciu rocznym inflacja cen produkcji wyniosła 2,6 proc. W sierpniu wynosiła 2,8 proc. W ujęciu bazowym, bez uwzględniania żywności i energii, ceny produkcji sprzedanej wzrosły o 0,4 proc. w porównaniu z sierpniem. W ujęciu rocznym rosły o 2,9 proc., powtarzając wynik z poprzedniego miesiąca.

Sekretarz skarbu USA Steven Mnuchin powiedział, że jego resort uważnie obserwuje rynek walutowy i chce rozmawiać z Chinami o słabnięciu juana, donosi Reuters. – W związku z tym, że przyglądamy się problemom dotyczącym handlu nie ma wątpliwości, że chcemy mieć pewność iż Chiny nie dokonują konkurencyjnych dewaluacji – powiedział Mnuchin w rozmowie z The Financial Times. – Renminbi znacząco osłabło przez rok… Chcemy mieć absolutną pewność, że jako część jakiegokolwiek porozumienia handlowego waluta musi być jego częścią – dodał. Renminbi, popularnie nazywane juanem, osłabło o 6,5 proc. w tym roku wobec dolara.

Brytyjski rząd przewiduje, że do czasu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej tysiące stanowisk pracy z sektora finansowego zostanie przeniesionych na kontynent, informuje BBC. Bank Anglii przewiduje, że z samej finansowej dzielnicy Londynu, City, do marca zniknie aż pięć tysięcy stanowisk. Brytyjski sektor finansowy stanowi źródło 70 mld GBP przychodów podatkowych rocznie, jednak największym rynkiem eksportowym jest  Unia Europejska. Skarb Państwa nie oszacował o ile zmniejszą się te wpływy po brexicie.

Szwedzki koncern meblarski IKEA planuje ekspansję na dwunastu nowych rynkach i tym samym do 2025 r. chce uzyskać dostęp do 3 mld potencjalnych klientów, informuje Bloomberg. W najbliższych latach firma otworzy sklepy w Chile, Kolumbii oraz Peru poprzez umowę franszyzową z firmą Falabella. Ponadto firma planuje uruchomić sprzedaż swoich produktów w Meksyku, Estonii, na Ukrainie, w Puerto Rico, Omanie, Luksemburgu, Makau oraz na Filipinach. – Do 2025 r. mamy potencjał dotrzeć do 3 mld ludzi. Będziemy oferować nowe możliwości kupna produktów IKEA – online, w odległych miejscach oraz w centrach miast. Wprowadzimy mniejsze formaty sklepów oraz szeroką gamę elastycznych oraz dostępnych finansowo usług – powiedział cytowany przez agencję Torbjorn Loof, dyrektor wykonawczy szwedzkiego giganta. Do końca sierpnia Ikea zanotowała 45 mld przychodu.

Amerykańska niedźwiedzica, Fahmi Quadir, która stawiała na sprzedaż akcji producenta leków Valeant Pharmaceuticals jeszcze w 2015 roku kiedy jego akcje znajdowały się na rekordowych szczytach, liczy obecnie na silne spadki notowań Tesli prowadzonej przez Elona Muska. Quadir, 28-letnia założycielka nowo uruchomionego funduszu Safkhet Capital LP, powiedziała w wywiadzie udzielonym Bloombergowi, że w lipcu zainicjowała małą krótką pozycję na akcjach Tesli. Producent samochodów elektrycznych wydaje się znajdować “pomiędzy młotem a kowadłem”, ponieważ musi zebrać pieniądze poprzez emisję akcji lub obligacji i “w każdym z tych przypadków może napotkać problemy”. Jej fundusz, który do tej pory zebrał około 30 milionów dolarów, koncentruje się na wykrywaniu oszustw lub słabych punktów księgowych, które mogą spowodować, że akcje stracą ponad 60 procent swojej wartości rynkowej. “Coraz bardziej oczywiste staje się, że Tesla ma trudności z płaceniem rachunków”, powiedziała Quadir. “Wiele tego samego widziałem w przypadku Valeant”.

Od czasu IPO w marcu 2017 roku papiery Snapchata potaniały o ponad 58 proc. Snap „bardzo szybko traci pieniądze” i w pierwszej połowie przyszłego roku może potrzebować dokapitalizowania – ostrzegają analitycy MoffettNathanson. Pesymistyczne prognozy wywołały wyprzedaż akcji technologicznej spółki. Biorąc pod uwagę rosnącą konkurencję ze strony Facebooka, który umożliwia wrzucanie postów w formie „stories”, Snapchatowi ciężko będzie przyciągnąć nowych użytkowników. Te nie najlepsze prognozy natychmiast odbiły się na wycenie giełdowej spółki. Od poniedziałku akcje Snapa straciły ponad 7 proc. na Wall Street, a we wtorek spadły do nowego minimum – 6,83 dol. Według prognoz Michaela Nathansona cena docelowa akcji to 6,5 dol (obniżona z 8 dol.).

Chińczycy przestają kupować samochody, a to duży problem dla takich gigantów jak Volkswagen czy Ford – pisze CNN Business. Spadek popytu na samochody osobowe w Chinach mocno nadwyręża kondycję największych marek motoryzacyjnych na rynku azjatyckim. Państwo Środka od lat było dużym kołem zamachowym całego przemysłu, bo tamtejsza sprzedaż czterech kółek przynosiła większe przychody niż Stany Zjednoczone czy cała Europa. Najwięksi producenci, tacy jak Volkswagen, Ford czy General Motors notują spore spadki sprzedaży – kilkanaście procent w ubiegłym miesiącu. Z zazdrością i tak mogą patrzyć na te wyniki inni – Jaguar Land Rover sprzedał o połowę mniej, co poskutkowało decyzją o zamknięciu fabryki na dwa tygodnie ze względów ekonomicznych. Ból jest wielki, bo chiński rynek przyzwyczaił branżę do systematycznych wzrostów. Sprzedaż samochodów pasażerskich przez dziesięć lat wzrosła tam czterokrotnie. W 2008 r. Chińczycy kupili 6,76 mln osobówek, a w 2017 już 24,72 mln szt. Dotychczasowe dane za bieżący rok faktycznie wskazują na spadki. Już teraz średnia sprzedaż miesięczna (za okres styczeń-sierpień) wynosi 1,9 mln samochodów – w ubiegłym roku 2,06 mln. Poza kwestią cenową, klienci odkładają decyzje o zakupie nowego samochodu także z regulacyjnych pobudek. Od przyszłego roku mają wejść w życie nowe standardy emisji spalin, przez co chętni wolą wstrzymać się kilka miesięcy i nabyć auto, które będzie je spełniało. Sytuacja nie pozostała bez echa na giełdzie. O kilka procent przeceniano walory największych spółek motoryzacyjnych – Daimlera, BMW, Forda czy General Motors od początku października.

Opracował: Sławek Sobczak

Zostaw komentarz

Please enter your comment!
Please enter your name here