“Wiadomości z USA i świata 9 listopada 2017”

77
0
SHARE

Poznaliśmy cotygodniowe podsumowanie amerykańskiego Departamentu Pracy dotyczącego liczby złożonych wniosków o przyznanie zasiłku dla bezrobotnych. Dane okazały się jednak mało optymistyczne i to z kilku powodów. Pierwszym powodem jest oczywiście liczba jobless claims. 239 tys. zamiast spodziewanych 231 tys. wniosków złożonych w minionym tygodniu jest negatywnym sygnałem płynącym z amerykańskiego rynku pracy. Jest to wynik o 10 tys. gorszy niż ostatnio (229 tys. Czterotygodniowa średnia krocząca wyniosła natomiast 231 250 co oznacza spadek o 1250 w porównaniu z ubiegłym tygodniem. Jest to najniższy poziom dla tej średniej od 31 marca 1973 roku kiedy to wynosiła ona 227 750. Negatywny wydźwięk ma również ilość wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, która wzrosła o 17 tys. do 1 901 tys. Prognozy zakładały natomiast wzrost jedynie o 6 tys. Równocześnie urząd statystyczny Kanady opublikował wskaźnik cen nowych nieruchomości. Zgodnie z prognozami, wartość wskaźnika wzrosła we wrześniu o 0,2 proc. do poziomu 103.1.

Irlandia ma najmniej zaborczy system podatkowy w Unii Europejskiej, a w związku z Brexitem staje się naturalną alternatywą dla osób myślących o emigracji, zarówno indywidualnej, jak i biznesowej. Wieloletnia i konsekwentna polityka irlandzkiego rządu w sprawach podatkowych sprowadziła na Zieloną Wyspę setki globalnych korporacji i coraz więcej firm z Polski. Czym przyciąga Irlandia i dlaczego coraz mniej podoba się to Brukseli? Lista międzynarodowych korporacji mających swoją europejską siedzibę w Irlandii jest imponująca i nic nie wskazuje na to, aby szybko zaczęła się kurczyć . Wystarczy wspomnieć, że w ulokowało się tam 9 z 10 największych światowych marek rynku ICT, 8 z 10 największych producentów gier, również 8 z 10 czołowych koncernów farmaceutycznych, 6 spośród 7 największych firm diagnostycznych i 15 z 20 najpoważniejszych producentów sprzętu medycznego. Według Enterprise Ireland – rządowej agencji odpowiedzialnej za rozwój irlandzkich firm na rynkach międzynarodowych, w Irlandii obecna jest także połowa spośród wszystkich liczących się przedsiębiorstw świadczących usługi finansowe. Irlandia może pochwalić się także bardzo korzystną strukturą demograficzną (aż 33 proc. populacji nie przekroczyło jeszcze 25-go roku życia) oraz wysoko wykwalifikowanymi kadrami (ponad 30 proc. studiujących skupia się wokół kierunków związanych z technologią, inżynierią i matematyką). Wielkość i prestiż obecnych w Irlandii firm przekłada się oczywiście na wysokość zarobków i taka kombinacja bez wątpienia zachęca nie tylko firmy do poszukiwania kadr, ale i kusi pracowników z całego świata.

W ostatnich 20 latach próbę podjęcia resetu z Rosją podejmował każdy prezydent USA. Wcześniej czy później każdy też orientował się, że nastąpił na te same grabie, co poprzednicy.   Gdy w 2000 r. do władzy w Rosji dochodził Władimir Putin, gospodarzem Białego Domu był Bill Clinton. – Ty masz demokrację w sercu. Nie jestem pewien, czy to samo można powiedzieć o Putinie – powiedział Borysowi Jelcynowi, z którym łączyły go świetne relacje. Cóż za różnica w porównaniu z George’em W. Bushem, który po pierwszym spotkaniu z  Putinem komplementował jego „oczy godne zaufania”. Fakt, że i Putin wówczas jeszcze chciał zbliżenia z Zachodem, czego przykładem było wsparcie USA po 11 września 2001 r. Sielanka szybko się skończyła, bo Kreml uznał przyjęcie państw bałtyckich do NATO i parcie Busha do zaproszenia do akcesji Gruzji i Ukrainy za dowód wrogości. Barack Obama i jego sekretarz stanu Hillary Clinton stali się autorami najszerzej reklamowanego resetu. Dmitrij Miedwiediew, który został prezydentem niecały rok przed Obamą, obiecywał modernizację Rosji, na co znaczna część Zachodu (w tym Polska) dała się nabrać. Jak się skończyło? Sankcjami za rosyjską agresję na Ukrainę i uczynieniem z Obamy wroga nr 1 kremlowskiej propagandy. Zasada jest prosta: wyciągniętą dłoń Kreml traktuje jako dowód słabości. A słabość należy wykorzystać. Długość trwania resetu każdorazowo zależy od poziomu wrażliwości prezydenta USA na próbę oszukania go przez Rosję. Dlatego za prezydentury Trumpa szybko doszło do pierwszego dyplomatycznego starcia z   Rosją – o   Syrię. I   choć Rosjanie opletli Trumpa – cytując klasyka – szarą siecią powiązań (jak dalece był w   to zaangażowany prezydent, pokaże śledztwo), ujawnienie ich sprawiło, że Biały Dom musi mieć się na baczności. Każda próba porozumienia z Rosją będzie rodziła pytania, czy chodzi wyłącznie o politykę.

W trzecim kwartale na świecie kupiono 915 ton złota. To o 9 proc. mniej niż przed rokiem i najmniej od trzeciego kwartału 2009 roku – poinformowała Światowa Rada Złota. Przyczyną był mniejszy napływ gotówki do funduszy ETF. W przypadku każdego zwykłego surowca taka informacja miałaby zapewne negatywny wpływ na ceny. Ale w przypadku złota bieżąca sprzedaż i bieżąca produkcja nie mają istotnego znaczenia. Jest tak, ponieważ złoto jest surowcem specyficznym – w przeciwieństwie do wszystkich innych prawie nie zużywa się w procesie produkcji. Prawie całe złoto wydobyte od początku istnienia ludzkiej cywilizacji (ok. 180 tys. ton) cały czas jest dostępne jako sztabki, monety czy biżuteria. W tym ujęciu nieco ponad  tys. ton złota, które rocznie zmieniają właściciela, jawi się jako wielkość bez większego znaczenia. Znaczenie tego faktu maleje tym bardziej, gdy wgryziemy się głębiej w raport WGC. Popyt na złoto jubilerskie był ledwie o 3 proc. niższy niż rok wcześniej i wyniósł 478,7 ton. O ile Chińczycy kupili o 13 proc. więcej złotej biżuterii niż przed rokiem, to w Indiach sprzedaż spadla aż o 25 proc. Jak to zwykle w Indiach przyczyną były działania lokalnych władz, które od kilku lat prowadzą bezskuteczną wojnę ze złotem. Eksplodował popyt na złoto bulionowe w Turcji, gdzie nabywców znalazło 15 ton złotych sztabek i monet. To o 182 proc. więcej niż rok temu. Co interesujące, praktycznie zamarł rynek złota inwestycyjnego w Stanach Zjednoczonych, gdzie w trzecim kwartale sprzedano zaledwie 7,3 tony sztabek i monet. To o blisko 60 proc. mniej niż przed rokiem i najniższy rezultat od 2006 roku! Najwyraźniej amerykańscy inwestorzy wolą brać udział w szalonej hossie na rynku akcji podobnie jak to było pod koniec XX wieku.

Palacze przebywający w Watykanie będą mieli kłopot. Papież Franciszek zakazał bowiem sprzedaży papierosów na terenie państwa. Powodem mają być konsekwencje zdrowotne, jakie wywołuje palenie. – Stolica Apostolska nie może godzić się na praktyki, które ewidentnie szkodzą ludzkiemu zdrowiu – uzasadnił decyzję Greg Burke, rzecznik Watykanu. Dodał, że z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że co roku w związku z chorobami wywołanymi przez palenie tytoniu umiera 7 milionów ludzi. Zakaz ma wejść w życie w 2018 r. Dotychczas pracownicy i emeryci instytucji watykańskich mogli kupić na terenie państwa papierosy w sklepach bezcłowych. Każdej osobie przysługiwało pięć kartonów miesięcznie. Często korzystali na tym Włosi, których znajomi pracowali w Watykanie – w Italii wyroby tytoniowe są bowiem o wiele droższe i objęte wysokim podatkiem. Rzecznik Watykanu przyznał, że sprzedaż papierosów stanowi duże źródło dochodów dla Stolicy Apostolskiej, jednak, jak dodał, „żaden dochód nie może być prawowity, jeśli ceną jest ludzkie życie”. Zakaz nie będzie – przynajmniej na razie – dotyczył cygar, ponieważ w ich przypadku dym tytoniowy nie jest wdychany.

Opracował: Sławek Sobczak

 

 

Zostaw komentarz

Please enter your comment!
Please enter your name here