Wiadomości z USA i świata 14 kwietnia 2017

171
0
SHARE

happy-easter

Poznaliśmy jedne z nielicznych a przez to najważniejsze dane dzisiejszego dnia. Mowa tu o szeregu publikacji z Stanów Zjednoczonych wśród których znajdziemy najnowsze wyliczenia CPI i sprzedaży detalicznej. Dzisiejsze dane zbiegają się z obchodami Wielkiego Piątku. Rynki w Stanach oraz przeważającej części Europy pozostają nieczynne, a niska płynność wpływa na dynamikę ruchu ceny. Publikacje okazują się być jednak dość niedźwiedzie dla dolara. Dolar słabnie w stosunku do euro. Wartość sprzedaży detalicznej w marcu spadła o 0,2 proc. – nieco więcej niż zakładał rynkowy konsensus. Grupa kontrolna sprzedaży detalicznej, która używana jest później do wyliczania dynamiki PKB wzrosła natomiast o 0,5 proc. po spadku o 0,2 proc. jaki odnotowała w lutym. I jest to jedyny pozytywny aspekt dzisiejszych danych. Równie źle mają się sprawy w przypadku dynamiki inflacji konsumenckiej. CPI w marcu spadło o 0,3 proc. – zdecydowanie mocniej niż zakładały to prognozy. Zdaniem ekonomisty JP Morgan Chase, Daniela Silvera za tak niskie odczyty wskaźnika mogą być odpowiedzialne opóźnienia w zwrocie podatków z budżetu.

taxfraud

Kwitnie proceder kradzieży zwrotów podatkowych. Coraz więcej rezydentów Stanów Zjednoczonych korzysta z elektronicznych form rozliczenia się z IRS. Urząd skarbowy nadpłacone podatki zwraca w formie przelewów na nasze konta. Chyba że oszuści internetowi je przejmą… Hakerom wystarczy zmiana numeru konta, a często robimy to sami odpowiadając na e-mailowe prośby zmiany naszego hasła zabezpieczającego. Proceder oszustw zwrotu podatkowego rozwija się w wielkim tempie. – Upewnijcie się, że numery kont i tzw. rounting są prawidłowe. Sprawdźcie wszystkie informacje w deklaracji podatkowej przed wysłaniem – ostrzegają IRS i twórcy pakietów oprogramowania do wypełniania form. Powinniśmy wciąż pamiętać o identyfikacji i filtrowaniu maili, nie otwierajmy poczty od nieznanych nadawców, skomplikujmy nasze hasła bo wciąż zdarzają sie tak skomplikowane jak: 1,2,3,4,5,6…

goodfriday

Wielki Piątek w wielu państwach oficjalnie rozpoczyna obchody świąt wielkanocnych. W związku z tym na rynkach zabraknie istotnych graczy oraz giełd, co niekorzystnie odbije się na płynności, doprowadzając jednocześnie do zmian harmonogramu kwotowań poszczególnych instrumentów przez brokerów. Obchody wielkopiątkowe wiążą się z dniem wolnym od pracy w co najmniej kilkudziesięciu krajach. Dodając jednak do tego fakt, że giełdy w Nowym Jorku, Frankfurcie, Londynie oraz Warszawie będą nieczynne, dla inwestorów detalicznych zainteresowanych handlem 14 kwietnia pojawiają się pewne utrudnienia. Chociaż 18 marca większość rynków wróci do normalnej pracy, to z tych najważniejszych ośrodków będzie to jedynie USA. W zdecydowanej większości Europy banki i giełdy pozostaną nadal zamknięte w związku z celebracją drugiego dnia świąt wielkanocnych, a w Polsce tradycyjnego śmigusa-dyngusa. Oprócz weekendu wielkanocnego w najbliższych dniach czeka nas również kilka istotnych wydarzeń politycznych. Tematem numer jeden cały czas pozostaną działania militarne pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Koreą Północną oraz Chinami – a jak doskonale wiadomo, rynki finansowe nie lubią tego typu napięć. Nie można zapominać również o tureckim referendum konstytucyjnym, które rozpisano na najbliższą niedzielę. Poniedziałkowy handel może otworzyć się więc z naprawdę ciężkimi do przewidzenia lukami.

brexlanguage

Bez względu na to, jak zakończą się negocjacje Wielkiej Brytanii i UE ws. Brexitu, między Londynem a Brukselą wytworzy się nowa dynamika politycznej komunikacji. Bardzo możliwe, że medium tej nowej komunikacji nie będzie już język angielski. O problemie pisze serwis Quartz. Gdy Wielka Brytania opuści już Unię Europejską, we Wspólnocie nie będzie żadnego kraju, którego głównym oficjalnym językiem będzie angielski. W anglojęzycznej Irlandii pierwszym językiem oficjalnym jest irlandzki. Oznacza to, że aby móc handlować z UE, Wielka Brytania będzie potrzebowała wysokiej klasy negocjatorów, którzy biegle będą się posługiwać językiem niemieckim, francuskim i hiszpańskim, a których to negocjatorów obecnie Wielka Brytania nie ma. Brexit będzie się też wiązał z wprowadzeniem ograniczeń dla pracowników z UE, którzy chcieliby osiedlić się na Wyspach. Oznacza to, że będą oni zmuszeni wypełniać dodatkowe formalności, których dziś nie ma. W dalszej konsekwencji może to doprowadzić do spadku liczby pracowników z UE, a to z kolei powstanie luki na rynku pracy, której nie będą w stanie wypełnić rdzenni Brytyjczycy. Niektóre resorty (obrona czy sprawy zagraniczne), chcąc rozwiązać ten problem, już dziś oferują swoim pracownikom dodatkowe lekcje języków obcych. Problem braku znajomości języków obcych przez Brytyjczyków serwis Quartz tłumaczy przekonaniem, że język angielski jest językiem globalnym, więc nauka innych języków uchodzi za zbędną. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w innych krajach Europy, gdzie rozbudowane systemy nauki języków obcych towarzyszą dzieciom już od wczesnych lat szkolnych.

Opracował: Sławek Sobczak

 

 

Ten artykuł nie ma żadnego komentarza

Zostaw komentarz