Republikańscy kandydaci na prezydenta pokłócili się o imigrantów

1294
0

Ewidentnie jednym z kluczowych tematów debat podczas kampanii do przyszłorocznego wyścigu o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych będzie kwestia nielegalnych imigrantów. Preludium do ostrych starć w ramach skrajnie różnego podejścia do gorącego zagadnienia mieliśmy wczoraj, podczas słownej potyczki kandydatów GOP w stolicy hazardu. Czołowi republikanie walczący już dziś o partyjną nominację Mitt Romney i Ricki Perry w czasie transmitowanej przez telewizję na żywo z Las Vegas debaty dosłownie ścięli się niczym wściekłe psy, gdy zostało poruszone zagadnienie “nielegalnych”. Ciekawe, wybranie jakiej opcji ostatecznie przyniesie ostateczny sukces wyborczy? Z jednej strony bowiem zostały w amerykańskim społeczeństwie spotęgowane przez media i niektórych polityków nastroje antyimigracyjne, z drugiej z kolei wiadomo powszechnie, że głosy mniejszości narodowych – szczególnie wyjątkowo solidarnych Latynosów – mogą przechylić szalę zwycięstwa na korzyść konkretnej persony. Zdaje się, iż walczący o najważniejszy urząd w państwie już teraz mają – a im bliżej listopada 2012 r. to będzie się on potęgował – dylemat: postawić na anty- czy też proimigracyjną retorykę?

Do zażartej, rzadko spotykanej przy takich okazjach wymiany zdań doszło podczas debaty telewizyjnej republikańskich kandydatów do nominacji prezydenckiej w przyszłorocznych wyborach, która odbyła w Las Vegas.

Uchodzący za faworyta w wyścigu do nominacji były gubernator Massachusetts Mitt Romney pokłócił się z gubernatorem Teksasu Rickiem Perrym, kiedy debata zeszła na temat imigracji. Perry zarzucił Romneyowi, że jest hipokrytą, gdyż potępia nielegalną imigrację, ale sam wynajął do prac w swoim ogrodzie latynoską firmę zatrudniającą pracowników bez prawa pobytu i pracy w USA.

Romney gwałtownie zaprzeczył, a kiedy mówił na ten temat, Perry przerwał mu, nie pozwalając dokończyć wywodu w wyznaczonym krótkim czasie. Obaj stojący obok siebie politycy zaczęli się przekrzykiwać i gestykulować z wyrazem wściekłości na twarzy. Prowadzący debatę Anderson Cooper z telewizji CNN nie interweniował – mimo apeli Romneya o pomoc – tylko przyglądał się starciu z uśmiechem na twarzy.

Wcześniej obiektem ataków stał się Herman Cain, biznesmen i były szef firmy Godfather’s Pizza, który według sondaży cieszy się podobnie wysokim poparciem jak Romney. Rywale Caina krytykowali jego plan reformy systemu podatkowego “9-9-9”, który ma polegać na obniżeniu podatków dochodowych do 9 procent od osób indywidualnych i korporacji i wprowadzeniu federalnego podatku od sprzedaży.

Cain przedstawia swój plan jako najlepszy sposób pobudzenia gospodarki do wzrostu, ale jego konkurenci zwrócili uwagę, że plan oznaczałby wzrost podatków dla klasy średniej. Podkreślili też, że propozycja podatku od sprzedaży nie znajdzie poparcia, gdyż w wielu stanach istnieją już takie podatki i nikt nie zgodzi się na dodatkowe obciążenie na rzecz fiskusa.

Perry, który słabo wypadł w poprzednich debatach i stracił w sondażach, tym razem starał się być aktywniejszy i agresywniejszy w sporach z innymi. Atakował głównie Romneya, zarzucając mu – oprócz zatrudniania nielegalnych imigrantów – że w czasie swej kadencji gubernatora Massachusetts stworzył niewiele miejsc pracy i wprowadził reformę służby zdrowia podobną do tej, którą uchwalił w ub.r. Kongres z inicjatywy prezydenta Baracka Obamy.

Sprzeczki między kandydatami nie podobały się publiczności – buczeniem reagowała ona szczególnie na brutalne ataki Perry’ego na Romneya. Uczestniczący w debacie były przewodniczący Izby Reprezentantów Newt Gingrich wezwał swych partnerów do opamiętania.

– Nasilanie kłótni między nami nie jest najlepszą drogą do Białego Domu – powiedział i otrzymał za to oklaski.

Debata była jedną z ostatnich okazji dla kandydatów z “drugiego szeregu”, popieranych przez mniej niż 10 procent wyborców, aby nadrobić dystans dzielący ich od czołówki.

Kandydaci ci – Michele Bachman, Rick Santorum i Newt Gingrich – nie zyskali jednak, zdaniem obserwatorów, zbyt wiele. W dalszym ciągu za lidera rywalizacji uchodzi Romney, a za jego najgroźniejszego przeciwnika – Perry.

Pierwsze prawybory w GOP odbędą się w styczniu.

LP meritum.us, PAP